czwartek, 16 kwietnia 2015
Posłuszeństwo i Czystość błogosławieństwem dla Gimnazjum w Haltern am See w Niemczech.
Historia jak Pan Bóg pobudził nasze serca aby błogosławić tych którzy pozostali w smutku po katastrofie lotniczej w której zginęło 16 uczniów i 2 nauczycieli.
Poniedziałek, 23 marca
Zaczęliśmy od modlitw za przygotowania do świętowania Wielkanocy w szkole. W naszych sercach było przekonanie, aby łączyć pokolenia i przynieść chwałę oraz radość do serca Jezusa.
Modląc się Pan Bóg pokazał nam symbol: duże serce, które miało odzwierciedlać nasze pragnienie uczenia się bycia razem w Chrystusie.
Zastanawialiśmy się później z Mary (Doradcą Edukacji Chrześcijańskiej), co zrobimy później z tym sercem.
Wtorek, 24 marca
Dowiadujemy się o strasznej katastrofie lotniczej, w której zginęło 145 pasażerów, a wśród nich 16 uczniów z Gimnazjum w Haltern am See w Niemczech. Postanowiliśmy prosić Pana Boga, aby pokazał nam co jest w jego sercu dla nas - Polaków i uczniów naszej szkoły w sprawie tej katastrofy.
Podczas słuchania Jego głosu Pan Bóg pokazał nam, aby przekazać Dyrektorowi Gimnazjum właśnie to serce (które nie było jeszcze gotowe).
Zadawałem sobie pytanie: ale jak to zrobimy, jak się tam dostaniemy, kto powinien tam pojechać, skąd weźmiemy pieniądze? Porozmawialiśmy o naszym pragnieniu ze znajomymi w Krakowie i zachęciliśmy do podzielenia się tą sprawą z wychowankami szkoły „Uczeń”.
Jedna z mam, której córka uczęszcza do tej placówki - Monika napisała, że będzie się modlić.
Środa, 26 marca
Zebraliśmy się u nas w domu z niektórymi rodzicami, naszym zespołem oraz dyrektorem i wicedyrektorem szkoły Samuel, aby modlić się i słuchać Pana Boga w sprawie przygotowania w szkole świętowania Wielkanocy. To był niesamowity czas bycia razem, modlitw i słuchania Jego głosu.
Piątek, 28 marca
„…tego wieczoru kiedy napisałeś do mnie smsa, pomimo że położyłam się wcześniej, gdyż byłam zmęczona, nie mogłam jednak zasnąć. Po otrzymaniu wiadomości stwierdziłam: No teraz to już na pewno nie zasnę. Pomyślałam: skoro i tak nie mogę spać, to od razu się pomodlę. Kiedy się modliłam, zerknęłam na „31 wartości biblijnych, o które możesz się modlić dla swoich dzieci”, gdzie hasłem na ten dzień to była NADZIEJA. Potem w czasie modlitwy miałam przez krótką chwilę pewien obraz (ciągle się tego uczę - wsłuchiwania w Boży głos, szukanie woli Bożej, i tak naprawdę nie wiem do końca co o tym myśleć, ale uchwyciłam się w modlitwie tego obrazu). Obraz ten przedstawiał łąkę z różnymi kwiatami i trawami, ale to wszystko było czarne, przygnębiające, nad tą łąką fruwał piękny kolorowy motyl… i nagle przypomniało mi się, że mam niemiecką Biblię. Jaki to ma z tym związek? Cofnę się trochę w czasie. Gdy byliśmy ze Stasiem – moim synem, w kościele w Monachium, kupiłam sobie niemiecką Biblię z nadzieją, że będę się uczyć tego języka. Potem była taka trochę zabawna rozmowa z Stasiem, zabronił mi uczyć się niemieckiego, nie chciał bym uczyła się wszystkich języków, których on się uczy - zgodziłam się. Tydzień temu, może dwa pomyślałam sobie: Po co mi ta niemiecka Biblia? I tak nie uczę się niemieckiego. I właśnie teraz, podczas modlitwy mam ten obraz z motylem i nagle przypomina mi się niemiecka Biblia. Biorę ją do ręki i wszystko zaczyna się układać. Ta Biblia ma na okładce wytłoczonego motyla i napis „Bibel hoffnung fur alle” (Biblia NADZIEJA dla wszystkich). Przypominają mi się wersety „Ja i tylko Ja jestem twym pocieszycielem” , „Słowo Boże jest żywe, skuteczne, ostrzejsze niż wszelki miecz…”. Teraz już wiem dla kogo ta Biblia. Poza tym przypomniało mi się, że nasi uczniowie na początku roku szkolnego wykonywali prace plastyczne - pięknie kaligrafowali i ozdabiali cytat z Biblii. Chcę ich zachęcić, aby zrobili to jeszcze raz pisząc cytaty pocieszenia. Pierwsza klasa chce też napisać list po niemiecku.
Jestem też zaskoczona, że mój mąż tak się zaangażował. Ja nie dałabym rady i prawdę mówiąc myślałam, że Zbyszek też nie będzie chciał jechać (w piątek dopiero wrócił z tamtych rejonów). Nastawiłam się już, że te nasze prace prześlemy pocztą. Pokazałam jednak Zbyszkowi tego smsa i jestem w szoku! Mój mąż bardzo się wzruszył i od razu był zdecydowany. Wierzę, że ta wyprawa przyniesie chwałę Bogu” – Monika.
Poniedziałek, 30 marca
Nie chciałem iść do szkoły tego dnia. Byłem zmęczony klasą gimnazjalną, która tydzień wcześniej dała mi naprawdę w kość. Niestety nie było nikogo kto mógłby mnie zastąpić. Nie miałem nic przygotowanego prócz wizji Moniki, pędzli, trochę kolorowych farb i trochę wiary.
Modliłem się do Pana: jeśli chcesz aby ktoś pojechał do Niemiec to proszę Cię, aby ci uczniowie byli poruszeni przez Ciebie i abyś Ty Sam mówił do ich serc. Nie chcę, aby widzieli w tym tylko projekt lub wydarzenie, ale pragnę, aby zobaczyli Boga i Jego serce!
Podczas godziny biblijnej podzieliłem się świadectwem Moniki i opowiedziałem o katastrofie lotniczej. Następnie usiedliśmy w milczeniu przed Bogiem wyznając nasze grzechy, aby być czystym przed Nim. To był dobry czas, w trakcie którego zaczęliśmy słyszeć Pana i ci, którzy byli gotowi mogli przyjść umieścić swoją dłoń w farbie i odbić ją w wielkim sercu jako akt błogosławieństwa i jedności na Wielkanoc i dla szkoły w Haltern. To był kluczowy punkt - chcieliśmy pójść, ale najpierw sami musieliśmy być zjednoczeni, jako szkoła, jako rodzina. Tylko tak mogliśmy błogosławić innych!
Na tej lekcji znów nauczyłem się pokory (i poczułem radość, że w tym dniu nie było dla mnie zastępstwa ☺. To była inna lekcja, po której przyszło do mnie dwóch uczniów mówiąc: „Chcemy pojechać do Niemiec, aby błogosławić, modlić się i wstawiać za innych”. Kiedy byłem już sam powiedziałem: „WOW! Dziękuję ci Jezu, ale nadal nie wiem, jak to zrobimy”.
W trakcie przerwy w szkole tego dnia mieliśmy spotkanie modlitewne z kilkoma uczniami z klas 1 i 2 SP, którzy zostali dotknięci i poruszeni, aby wnieść radość do Serca Jezusa. Modląc się i pokazując piosenkę „Nie przez moc" z Zachariasza 4:6: „…Nie siła, nie moc, ale przez Mojego Ducha; mówi Pan ..." tańczyliśmy i uwielbialiśmy Boga. Wiedziałem, że coś się stało i to co się wydarzy, ale nie nastąpi dzięki naszej sile.
Wtorek, 31 marca
Od rana przygotowywaliśmy w szkole nasze stacje na Wielkanoc. Przed godziną 8:00 rano otrzymałem wiadomość tekstową, że inna uczennica chce pojechać, że tak naprawdę była gotowa rozmawiać ze mną wczoraj, ale z jakiegoś powodu była przestraszona, aby zapytać, gdyż nie była pewna, czy to uczucie i chęć pojechania pochodzą od niej samej czy od Boga. Nie mogła spać całą noc więc modliła się prosząc Boga, aby On sprawił aby mogła pojechać.
Później okazało się, że nie ma żadnego ważnego dokumentu: paszportu lub dowodu osobistego (jest Polką i Nikaraguanką). Pytaliśmy Pana Boga co mamy zrobić. Granice UE są otwarte, ale czasami zdarzają się kontrole. Jej rodzice zadzwonili do mnie i oznajmili, że mają pokój w sercu i chcą, na ich odpowiedzialność, aby pojechała.
Wielkanoc w naszej szkole naprawdę była niesamowitym wydarzeniem duchowym. Przy pięciu różnych stacjach, rodzice, nauczyciele i uczniowie przeżywali razem Jego miłość.
Nasze duże serce było w samym środku jako symbol bycia razem, jako symbol Bożego serca dla narodów. Wyjaśniliśmy z Erin rodzicom, że chcemy przekazać je dla szkoły w Haltern.
Piątek, 10 kwietnia
Nie możemy znaleźć żadnego samochodu do wynajęcia – wszystkie, które są tańsze, są już zarezerwowane z miesięcznym wyprzedzeniem. Nie mamy miejsca do spania. Nie odpisują ani z Holandii, ani z Niemiec.
Wiemy za to, że mamy umówioną wizytę w Joseph Koenig Gimnazjum i że ktoś został poruszony, że podarował nam pieniądze na jedzenie, paliwo oraz na wypożyczenie samochodu.
Na godzinę przed spotkaniem z rodzicami naszych uczniów otrzymujemy wiadomość z Niemiec, że czekają na nas i że wszystko jest załatwione włącznie z wyżywieniem, o które nie mamy się w ogóle martwić. W końcu mam coś konkretnego do powiedzenia rodzicom!
Nadal jednak nie mamy samochodu choć wydałem już 400 dolarów, aby wstępnie zarezerwować 2 samochody, ale okazuje się, że nie ma wolnych terminów, więc będę miał zamrożone pieniądze nawet do dwóch tygodni. Ufam jednak Panu Bogu, że On to poprowadzi Spotykamy się z rodzicami po raz pierwszy. Wszyscy są pełni zaufania, wiary i nadziei (jedna z mam powiedziała, że chciała wysłać córkę wcześniej na nasze wyjazdy misyjne, ale bardzo się bała zrobić krok wiary, ale teraz, pomimo że wydaje się to szalone, ma pełnię pokoju).
Wiedziałem, że dzielenie się przez uczniów sercem, tym jak doświadczyły Boga, co do nich powiedział, wpłynęło bardzo na decyzję rodziców. Ich postawa serca i czystość przemawiały mocniej niż cokolwiek innego, to przyniosło pokój do serc rodziców. Wszyscy byli pełni nadziei, podekscytowani, aby pojechać i błogosławić.
Sobota, 11 kwietnia (dzień przed wyjazdem)
Nadal nie mamy samochodu (wszystko jednak jest ustawione PRZEZ BOGA – oczywiście). Bóg uczy mnie całkowitego zaufania. Erin uspokaja mnie i modli, aby Pan Bóg dał mi totalny pokój. Erin jest jednak na konferencji (na którą planowaliśmy wybrać się razem). Pan Bóg jednak pracuje nade mną i nad zaufaniem - widzę, że to czego byłem pewny, że mogę zrobić nie udaje mi się w ogóle, to co było bardzo trudne - On sam załatwia! Poranek zaczynam z moimi dziećmi od uwielbienia i modlitwy do naszego Pana Jezusa. Mamy niesamowity czas uwielbiania.
Później dzwonią z Krakowa z informacją abym sprawdził pocztę mailową. Okazuje się, że mamy bilet na pociąg do Krakowa, gdzie czeka wynajęty samochód. Oniemiałem! Mieliśmy trzy osoby z Krakowa, które jechały z nami, więc było to idealne rozwiązanie.
Bóg zadbał o wszystko, dosłownie o wszystko: pieniądze na benzynę, jedzenie, wynajem...
Niedziela, 12 kwietnia
Jesteśmy w samochodzie! Jedziemy do Niemiec. Hurra! Nie mamy jednak pojęcia co czeka na nas w Haltern am See, dlatego podczas jazdy prosimy Boga, aby mówił do nas i pokazywał swoje serce. On odpowiada i pokazuje nam kilka rzeczy oraz wersety biblijne. To był niesamowity czas dla naszych nastolatków. Dostrzegam, że naprawdę jesteśmy wielopokoleniowym zespołem.
Dojeżdzamy bezpiecznie do Mulhaim. Tam już wszystko czeka na nas – wow, Boże, płaczę i widzę jaki On jest dobry!
Poniedziałek, 13 kwietnia
Podczas przygotowywania naszych serc, Pan Bóg potwierdza dwie rzeczy przez Monikę: czystość i posłuszeństwo. Odpowiedzieliśmy już na Jego wyzwanie, teraz musimy być pewni, że nasze serca przed Bogiem są czyste pełne Jego łaski. Wyjeżdzamy do gimnazjum.
Podczas podróży byliśmy skupieni Bogu, cały czas słuchając Go w ciszy, koncentrując się tylko na Nim.
Gdy wchodzimy do szkoły, wita nas Pan Norbert - Niemiec, który mówi po polsku, czym byliśmy zaskoczeni i zdumieni. Oznajmia nam, że nie wiadomo, czy dojdzie do spotkania z dyrektorem, gdyż jest bardzo zajęty - dziś pierwszy dzień po przerwie świątecznej, a jutro mają być egzaminy.
Kiedy Pan Norbert wychodzi z naszego małego pomieszczenia, zaczynamy się modlić i prosić Boga, aby była możliwość spotkania z dyrektorem.
W sali pamięci nasz czas jest bardzo wyjątkowy. Wszyscy, a szczególnie nasi uczniowie, jesteśmy poruszeni. Zauważamy wiele rysunków, dobrych myśli, różnych twórczych plakatów z przesłaniem i wiele prac z pytaniem: „Dlaczego?”. Wiedzieliśmy że, jest to czas, aby modlić się i ogłaszać Jezusa Panem tej szkoły.
Modliliśmy się również o Pana Norberta, a następnie udaliśmy się do kościoła katolickiego, gdzie był specjalny kącik z nazwiskami ofiar katastrofy i świecami. Modliliśmy i czytaliśmy na głos psalmy ogłaszając NADZIEJĘ!
Niespodziewanie Pan Norbert po wizycie w kościele zaprosił nas do kawiarni na kawę i lody. Czuliśmy w sercu, że możemy porozmawiać głębiej. Dzieliliśmy się więc świadectwem naszego życia, a on słuchał i opowiadał o sobie. Byliśmy wdzięczni, że podarował nam swój osobisty czas.
Podczas powrotu do szkoły wyjaśniliśmy dlaczego przyjechaliśmy i dlaczego to było tak bardzo ważne, że główną motywacją było posłuszeństwo Bogu. Myśleliśmy, że to będzie już koniec naszej wizyty, ale Pan Bóg zmienił harmonogram zajęć dyrektora i gdy czekaliśmy w pokoju dla nauczycieli, przyszedł i powitał nas serdecznie dziękując nam za to, że przebyliśmy tyle kilometrów i poświęciliśmy swój czas. Czuliśmy Bożą obecność, kiedy wyjaśnialiśmy znaczenie serca, kiedy Monika dzieliła się swoją wizją i wręczyła mu Biblię oraz kilka innych rzeczy, jak wersety biblijne, które zostały zrobione przez uczniów. Dyrektor Gimnazjum był bardzo wdzięczny i powiedział nam, że dzisiaj właśnie ma spotkanie z rodzicami, przeczyta im więc właśnie te wersety biblijne i powie o nas, że przyjechaliśmy, aby przynieść Nadzieję!
Na koniec spotkania, zapytaliśmy się, czy możemy się pomodlić, odpowiedzieli, że bardzo tego potrzebują. Tak więc nasi uczniowie zaczęli się modlić i błogosławić ich. To było coś wyjątkowego dla Pana Norberta i dyrektora, gdyż było częścią czegoś, co było w Bożym sercu!
Pan Dyrektor wziął nasze serce i umieścił je ponad wszystkimi wierszami i świecami, a my zobaczyliśmy w tym symbol wywyższenia Boga w tym miejscu i ogłoszenia Jego zwycięstwa.
Po wizycie w szkole udaliśmy się na stację kolejową, gdzie modliliśmy się ogłaszając Boga Panem tego miejsca (w trakcie jazdy do Niemiec, kiedy się modliliśmy i słuchaliśmy Pana Boga, jeden z naszych uczniów miał obraz stacji kolejowej, a drugi niebieskiego i białego wnętrza dworca; zaraz po przyjeździe zauważyliśmy, że dworzec był około dwustu metrów od szkoły, a jego wnętrze było niebiesko–białe).
Zaczęliśmy więc wielbić Boga wewnątrz dworca kolejowego i głosząc zwycięstwo. Zauważyliśmy, że to było ostatnie miejsce w Haltern, gdzie byli uczniowie, wsiadając nie wiedzieli, że już nigdy tu nie wrócą.
Bóg poruszył nasze serca, aby modlić się przeciwko duchowi samobójstwa. Klasy, które zostały dotknięte tragedią, tak naprawdę zakończyły już swoją edukację w tym roku szkolnym, gdyż nic nie można z nimi zrobić ze względu na załamanie psychiczne.
Następnie modliliśmy się przed szkołą o ochronę, o to aby pobudzić kościoły w okolicy, aby mogły usługiwać i modlić się o tych, którzy są pogrążeni w smutku.
Wtorek, 14 kwietnia
Wracamy do domu, pełni radości i pokoju modlimy się wciąż, aby Pan Bóg dotykał i przemieniał tych którzy tego potrzebują. W trakcie jazdy otrzymujemy wiadomość, że pastor kościoła, w którym się zatrzymaliśmy, zainspirowany postanowił, że w tę najbliższą niedzielę, będą nie tylko się modlić, ale i słuchać co Pan Bóg ma do powiedzenia całej społeczności.
Dziękuje nam za posłuszeństwo, a my Bogu za wszystko co mogliśmy z Nim doświadczyć podczas tych trzech niesamowitych dni.
środa, 28 stycznia 2015
Widelec
Zdarzyło to na jednej z godzin biblijnych w 3 klasie gimnazjum. Nasz nauczyciel poinformował nas o zamiarze zorganizowania wraz z uczniami naszej szkoły jakiegoś wydarzenia. Nie powiedział nam dokładnie, co planuje ale prosił nas o osobistą modlitwę w tej sprawie na lekcji. Zachęcił abyśmy mieli otwarte serca i oczekiwali Bożego głosu, gdyż może do nas przemowic. Pomyślałam, że przecież Bóg nigdy nic do mnie tak wprost nie powiedział, ale poczułam, że może się tak stać. Zaczęłam się modlić i przed moimi oczami pojawił się na chwilę obraz... widelca. Byłam zaskoczona i uznałam, że to tylko wytwór mojej wyobraźni i modliłam się dalej. Ale obraz ten pojawił się znowu i zaczął migać mi przed oczami. Uznałam to za znak od Boga, gdyż nigdy wcześniej nic takiego nie widziałam podczas modlitwy. Gdy skonczylismy, każdy z nas miał napisać na kartce, co powiedział im Bóg. Gdy oddałam kartkę, nauczyciel natychmiast podniósł ją do góry i powiedział, że ten znak związany jest z tym co planował przygotować. Byłam bardzo zaskoczona i nie spodziewałam się, że ten obraz może mieć takie znaczenie. Od tamtej pory chętniej udzielam się w różnych wydarzeniach ewangelizacyjnych, co zawsze było moim pragnieniem. Tamta lekcja i nowe doświadczenie nie tylko wzmocniły moją wiarę ale też pokazały mi, że Bóg zawsze nas słyszy i może odpowiedzieć w najmniej oczekiwanym momencie.
czwartek, 4 grudnia 2014
Mali Gedeoni w Garwolinie
Dziękuję Bogu, że mogłam uczestniczyć w wyjeździe misyjnym do Garwolina. Byłam tam razem z dwójką młodszych dzieci i w przed dzień wyjazdu zastanawiałsm się, co ja najlepszego zrobiłam, na co ja się zdecydowałam, czy to nie mam co w domu robić? Mimo zamętu w głowie i w domu, bo w tym czasie wyjeżdżali również mój mąż i starszy syn, zdecydowałam się być wierna pragnieniu, które pojawiło się w moim sercu, aby być częścią projektu "Garwolin". W ten sposób dołączyłam do grona młodych wojowników, którzy nie walczyli z krwią i ciałem, ale wstawiali się o to miasto, z miłością i słodkościami nieśli słowo nadzieji i zachęty do mieszkańców.
Widząc zaangażowanie i otwartość dzieci z jaką starały się służyć, byłam bardzo zachęcona aby powtórzyć podobne działania tam gdzie mieszkam.
Mieszkańcy Garwolina w różny sposób reagowali na rozdawane im ciasteczka z wersetami. Powtórzę za jednym panem:
-Najfajniesze są miny ludzi, którym państwo dajecie te ciasteczka.
Mam nadzieję, że kiedyś ktoś da świadectwo o tym, jak Bóg użył ciastek i karteczek aby odmienić a może nawet uratować czyjeś życie. My nie widzimy wszystkiego, ale Niebo widzi i zapisuje.
Bóg pozwolił nam również błogosławić tamtejszych strażaków. Ich otwartość i serdeczność ujęły mojego trzyletniego synka, ktory wcisnął się do każdego pojazdu, który był prezentowany.
Choć wyjazd ten był króciutki, to i tak pozostanie w mojej pamięci, bo to był zaszczyt iść z Wami kochani, patrząc jak służycie jedni drugim.
Wracając w sobotę wieczorem do domu czułam się tak bardzo zachęcona i odświeżona.
Życzę wszystkim Gedeonom aby powstali i zaufali, Temu, który ma moc uczynić daleko więcej, niż to, o co prosimy. Bogu chwała na niebie i na ziemi.
A.Dębska z dziećmi
niedziela, 26 października 2014
Kasia z Il Faro z Nicosii.
Gdy w styczniu zrodził się pomysł międzypokoleniowego wyjazdu misyjnego na Sycylię wyobrażałam sobie grupę dorosłych z kilkorgiem nastolatków. Potem dowiedziałam się, że przyjadą też małe dzieci i pomyślałam, że “jeśli grzeczne to może nie będą przeszkadzać”. Tymczasem to co zobaczyłam i czego doświadczyłam w czasie pobytu King’s Kids w Nicosii przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Dzieci nie tylko nie były przeszkodą, ale były partnerami w służbie. Dzięki ekipie z Polski zrozumiałam, że naprawdę można służyć Bogu międzypokoleniowo. Dzieci i młodzież słuchały bożego głosu i służyły z radością i pokorą, robiąc pierniki, sprzątając ulice, czy też tańcząc na chwałę Pana.
Jednego wieczoru, gdy przygotowywaliśmy się do ewangelizacji w Sperlinga, liderzy wyjazdu misyjnego dali mi niesamowity przykład jak być posłusznym Bogu w czasie sztormu. Mimo nacisków wielu osób by “natychmiast” zostawić Sperlinga i udać się do innego miasteczka, misjonarze King’s Kids wiernie trzymali sie tego co Bóg kazał im robić. Tego dnia naprawdę czuć było bożą obecność w czasie ewangelizacji. Mieszkańcy Sperlinga byli bardzo otwarci na słowo boże. Kilka tygodni temu miałam okazję wrócić do Sperlinga razem ze szwajcarskim chórem gospel. Sperlingesi podchodzili do mnie z radością i wypytywali o “tych Polaków co tu w lipcu byli”. Zresztą nie tylko oni pamiętają ekipę z Polski – nasza siedmioletnia wychowanka Maisa do tej pory pyta o niektóre dzieci i czeka kiedy przyjdą się z nią pobawić. Nie rozumie że Polska jest za daleko aby mogły one “wpaść do nas na basen”.
piątek, 12 września 2014
5 na misji na Sycylii
Jestem mamą trójki dzieci i żoną Łukasza. Nasza podróż na Sycylię zaczęła się w zeszłym roku, od weekendowego wyjazdu misyjnego szkoły Samuel, na który pojechał mój mąż z najstarszą córką. Spędzili fantastyczny czas w Krakowie, później przygotowywali się do podróży do Berlina, aż nasza rodzina dojrzała do wyjazdu na dwutygodniowe misje na Sycylię. Od pierwszego dnia wyjazdu, wiedziałam, że Pan Bóg powoli przygotowuje nas do rozpoczęcia jeszcze bliższej przygody z nim. W dniu wylotu, nasze córka obudziła się z bólem brzucha. Całe przedpołudnie spała i cierpiała na nudności.W drodze na lotnisko pomodliliśmy się krótko w samochodzie - i w tym momencie ból ustał. Na dowód tego poczuła głód. Jak córka Jaira (Ew Marka 5.35), którą Jezus wskrzesił i nakazał ją nakarmic. Wiedzieliśmy, że Bóg sprzyja nam i okazuje łaskę naszej rodzinie, w której są małe dzieci i zapewni ochronę nawet w trudnych sytuacjach.
Cały wyjazd był rozciąganiem nas samych i możliwości naszej rodziny. Służenie całą rodziną na misjach jest trudne, ale też obfitujące w radośc i dobrą zabawę. Dzieci wszystko co robią, przekształcają w zabawę. Codzienne przygotowania do wypadów ewangelizacyjnych - pieczenie ciasteczek, tworzenie ozdób i zakładek z wersetami obywało się przy kolorowym, wielopokoleniowy wspólnym stole w jadalni. Wszyscy używali swoich zdolności aby przyłożyc swój kawałek do wspólnego dzieła. Poczucie wspólnoty i pomocy sobie nawzajem było niezwykłe dla dla osób, które poznały się kilka dni wcześniej. Nasze najmłodsze dzieci ochoczo pracowały pod czujnym okiem starszych koleżanek. Nie było nudy. Po pracy czekał nas basen, a po basenie pizza i lody. Co za wspaniałe wakacje dla dzieci - misjonarzy! Ponieważ byliśmy razem, tworząc wspólnotę wielu pokoleń, budziliśmy ciekawośc i dobre skojarzenia. Małe dzieci otwierają drzwi do serc zwłaszcza starszych Sycylijczyków. Nasz synek wiele razy otrzymywał przyjazne poklepywanie po twarzy od rosłych spieczonych słońcem pasterzy czy przechodniów. Często ledwo utrzymywał się na nogach po siarczystym policzku, ale podobało mu się otrzymywanie słodyczy czy możliwośc zrobienia zdjęcia z prawdziwym psem pasterskim!
Pan Bóg powołuje nas do niesienia Ewangelii do wielu narodów już gdy jesteśmy maili. Słuchając opowieści misjonarzy odwiedzających kościół, zostajemy powołani do bycia posłanymi do różnych krajów. Nasze zdolności przydają się w konkretnych narodach. Całe nasze życie Pan Bóg przygotowuje nas do niesienia dobrej nowiny w innych krajach i chce, żebyśmy się cieszyli z pobytu wśród ludzi z innych kultur. To nie znaczy, że nie ma trudności, zwłaszcza gdy trzeba się do przyzwyczaic do wielu obcych aspektów kulturowych (np. spóźnianie się i luźny sposób traktowania czasu przez Sycylijczyków), a co więcej, pokochac mieszkańców innego narodu. Życie razem wydaje owoc. Poznaliśmy wielu ciepłych ludzi, którzy byli szczęśliwi, że do nich przyjechaliśmy. Bariera językowa nie miała znaczenia. Wspólnie spędzony czas, uśmiech, poczęstunek, modlitwa spowodowała, że nawiązaliśmy bliskie relacje. Modliliśmy się o ten kraj w dniu wyjazdu, aby Pan Bóg pozwolił nam tu wrócic. Wiemy z e-maili, że dzieci z IL Faro tęsknią za naszą grupą. Jedna z dziewczynek przygotowuje się do adopcji. Modlimy się za nią. Moc modlitwy dzieci za inne dziecko oddalone o kilka tysięcy km jest wielka. Serce naszych dzieci w modlitwie za Miriam i Maisę, Eliasza i Dawida dotyka serca Pana Boga.
Ola, Łukasz, Matylda, Nina, Tymon NIKODEM
środa, 10 września 2014
Sycylia i międzypokolenowa misja
W piątek przeżyliśmy niesamowity dzień. Nasz przyjaciel Gino koniecznie chciał zaprosić nas do swojego domu na posiłek. Zdecydowaliśmy się zjeść u niego kolację przed naszym czasem ewangelizacji w Sperlinga. To co zobaczyliśmy w jego domu zaskoczyło nas i wywołało łzy wzruszenia. Gino ugościł nas po królewsku, tradycyjną potrawą sycylijską oraz pizzą i ciasteczkami. Gdy jego znajomy piekarz dowiedział się, że ciasteczka są dla "amici" (przyjaciół), podarował je Gino dla nas za darmo! W domu Gino zastaliśmy na stole ogromne powiększone zdjęcia z naszej wycieczki do pięknego zamku na skale w Sperlinga, którą odbyliśmy z Gino poprzedniego dnia. Gino ciągle powtarzał jaka to dla niego ogromna radość widzieć nas wszystkich w jego domu. Paulina dostrzegła w Gino ojcowskie serce i podzieliła się z wszystkimi tym, jak Gino jest dla niej obrazem ojcowskiej miłości Boga. A Gino powiedział, że dla niego my jesteśmy znakiem Bożej miłości...
Potem przyszedł czas na wyjście do mieszkańców Sperlinga. Poszliśmy na najwyżej położony plac w mieście, ten sam, na którym się kiedyś o to miasteczko modliliśmy. Mówiliśmy trochę o tym, dlaczego tutaj jesteśmy, pokazywaliśmy kilka piosenek. Lody zostały jednak naprawdę przełamane, gdy wyszliśmy do ludzi z przygotowanymi przez nas wcześniej pierniczkami i ciastami. Na placu było większość mężczyzn niewiele kobiet, jeśli w ogóle, to przyglądały się nam z balkonów. Kilka jednak do nas przyszło, niesamowita była też jedna kobieta z niemowlęciem, która nam je po prostu wręczyła do potrzymania...
Gdy rozdaliśmy już ciasteczka większości ludzi na placu, jedna z dziewczynek wpadła na pomysł, żeby zatrzymywać przejeżdżające auta. To był chyba pierwszy korek w Sperlinga;) Dzieci zatrzymywały auta, częstowały ciasteczkami, mówiły krótko dlaczego to robimy. Dawały też ludziom karteczki z przygotowanymi wersetami biblijnymi. Potem kilkoro z nas modliło się o grupę mężczyzn na placu.
Niesamowita w tym wszystkim jest rola Gino, który jest naszym "przyczółkiem" w tym miasteczku. W tej kulturze ludzie, choć w kontaktach codziennych serdeczni i pomocni, są jednak zamknięci na coś głębszego i dlatego obierali nas zupełnie inaczej, gdyż był z nami Gino, dając nam wiarygodność jako jego przyjaciołom, tłumacząc ludziom co robimy i dlaczego. Gino powtarzał, że nasz "występ" na placu to spełnienie jego marzeń...
Wyraźnie widzimy, że Bóg przygotował dla nas grunt w Sperlinga poprzez relację z Gino. Dlatego tak ważne było modlić się wcześniej o to, jaki jest Boży plan i co chce, żebyśmy robili, zamiast tylko przeprowadzać nasz plan i program.
Ludzie mówią/ People speak
„Niesamowite jest to, że Bóg odpowiada na nasze modlitwy. Mamy już wodę, pogodę i swobodę!”
Zosia, 13 lat
„It is amazing, how God is answering our prayers. We have water, good weather and freedom!”
Zosia, 13 years old
„Pomimo tego, że mieliśmy dużo nieoczekiwanych wydarzeń, jak I szalonych sytuacji Bóg naprawdę
nam pomagał. Nie tylko mamy znowu bieżącą wodę, ale też wzrosło nasze zaufanie i wiara w Niego.”
Celina, 14 lat
„Despite having a lot of unexpected as well as crazy situations happen, God was a great help. Not only did the water came back in the house but also our trust and faith grew in Him.”
Celina, 14 years old.
“Jest niesamowicie – przeżyłam nowe doświadczenia w mojej relacji z Bogiem (słuchanie Bożego głosu). Wyspa jest bardzo piękna, widoki malownicze, chociaż jest dużo kłujących roślin. Możemy też pływać w basenie i razem bawić się tam, mamy razem świetny i efektywny czas”.
Zuzia, 14 lat
„It’s amazing – I’ve experienced a new thing In my relationship with God (hearing God’s voice). The island is beautiful, the views spectacular, although there are many plants. We can swim in the swimming pool too, play together, we do have a great and an effective time”.
Zuzia, 14 years old.
środa, 11 czerwca 2014
‘To nie dla mnie’… choć P O J E D N A N I E było także w moim sercu...
Na wstępie chcę powiedzieć, że gdyby w zeszłym roku ktoś zapytał mnie czy wybiorę się na wyjazd misyjny odpowiedziałbym krótko: 'To nie dla mnie!'
W styczniu tego roku doświadczyłem czegoś co zmieniło moje serce w kwestii nastawienia do wyjazdów misyjnych. Kiedy moje kochane dziewczyny (żona i córka) przygotowywały się do wyjazdu do Krakowa, ja byłem jedynie obserwatorem ich działań. Ale tak naprawdę byłem też świadkiem niezwykłych znaków i cudów, jakie Bóg działał w naszym życiu przez przygotowania do tamtego wyjazdu. Nie zamierzam wypisywać szczegółów ale odsyłam do świadectwa Marysia i Paulina w Krakowie.
W marcu br. zapytałem Pana na modlitwie, czy na wyjeździe do Berlina chciałby widzieć moją córkę? Usłyszałem od Niego 2 rzeczy: 1) Abym sam zapytał o to Marysię, 2) Przyszło mi na myśl słowo „POJEDNANIE między narodami”. Nie wiedziałem jeszcze wtedy, że sam mógłbym tam pojechać. Kiedy rozmawiałem z córką o tym wyjeździe, ona oznajmiła mi, że bardzo chce jechać. Spytałem więc ją skąd o tym wie. A Marysia na to, że Pan jej to powiedział! Sam wtedy westchnąłem do Pana, a On przypomniał mi słowo „POJEDNANIE” i zrodził we mnie pragnienie towarzyszenia Marysi w tej podróży. Drążyłem zatem jak niewierny Tomasz i w dalszej rozmowie zapytałem ją czy pytała Pana z kim chciałaby pojechać (myśląc, że pewnie znów z mamą)? A Marysia odpowiedziała mi, że tą osobą mam być ja!!! Wtedy nie miałem już wątpliwości i zacząłem dziękować Bogu za to, co chce uczynić podczas tego wyjazdu. Słowo „POJEDNANIE” wróciło do mnie niczym bumerang, na jednym ze spotkań przygotowujących, kiedy to po osobistej modlitwie, tata jednej z uczestniczek powiedział, że kiedy myśli o BERLINIE to przychodzi mu na myśl POJEDNANIE.
Kiedy dojechaliśmy do Berlina w piątek, pierwsze kroki po obiedzie skierowaliśmy do izby parlamentu niemieckiego – Bundestagu, gdzie mieliśmy krótką lekcję historii obydwu narodów oraz czas na modlitwę za Berlin i cały naród niemiecki. To był cudowny czas, w którym dzieci wraz z dorosłymi słuchały co Bóg ma nam do przekazania. Otrzymaliśmy od Pana niesamowite słowa, obrazy i wizje, które razem stworzyły niełatwe przesłanie dla tego kraju.
Kiedy w niedzielny poranek, w lokalnym kościele uczestniczyliśmy z Niemcami w nabożeństwie, podeszła do mnie p. Mary Dunlop i powiedziała, że Bóg jej pokazał kiedy staliśmy w kręgu na modlitwie (Polacy razem z Niemcami), to ona zrozumiała, że to jest wielki znak pojednania miedzy narodami. Inna osoba (tym razem ze strony Niemiec) mężczyzna będący w tym kościele, przypomniał sobie, że jego dziadek służył w Wermachcie i ta myśl skierowała go do następującej refleksji. Zrozumiał, że nasi ojcowie w czasie wojny walczyli między sobą i zabijali się nawzajem, natomiast my, tu i teraz stajemy w pokoju jak bracia do wspólnej modlitwy uwielbiając Jedynego i Prawdziwego Boga. Chwała Tobie Jezu!
Jak wspomniałem dla mnie ten wyjazd był przełomowy pod wieloma względami! Nauczyłem się wiele rzeczy, które na długo zostaną we mnie. Jedną z nich jest to, że Bóg jest dżentelmenem i kiedy będzie chciał mnie użyć do swojego planu, zrobi to tylko wtedy, gdy ja odpowiem na Jego wołanie. I jeszcze jedno: nie zawsze kiedy mówimy ‘To nie dla mnie’ musi być zgodne z Bożą wolą.
Jarek
Subskrybuj:
Posty (Atom)















