sobota, 5 grudnia 2015

proste Boże posłuszeństwo i wspaniała Boża odpowiedź

Jak zawsze, byłem gotowy, aby rozpocząć uwielbianiem nasze zajęcia "Godzina Biblijna" spotkanie na którym zgromadzone są dzieci z klas 1,2 i 3 (w wieku 7 - 9) z Chrześcijańskiej Szkoły "Samuel" w Warszawie.
Jednak szybko zauważyliśmy z żoną, że dzieci są nieco roztargnione. Poprosiliśmy więc je, aby opowiedziały nam o swoim tygodniu , weekendzie. Odpowiedziały pytając nas, czy wiemy o katastrofie budynku w Bangladeszu i ponad tysiąc osoób które zgninęło. Wiedzieliśmy, że nie możemy iść dalej z lekcją w taki spsoób jaki chcieliśmy, że musimy zatrzymać się i prosić Boga, aby pokazał nam co jest w Jego sercu dla tej sytuacji i co On ma dla nas. Modliliśmy się przez długi czas, a później słuchaliśmy Jego głosu, jedna z klas była tak poruszona, że czuła, że to nie koniec, wiedzieli, że, Bóg chce czegoś więcej. Po trzech dniach otrzymałem od nich narysowane obrazki z wersetami biblijnymi oraz zebrane pieniędze po tygodniowym sprzedawaniu ciasteczek i innych ręcznie robionyvh rzeczach aby wspierać każdego, kto potrzebuje pomocy w Bangladeszu. W tym samym czasie w Bangladeszu, chrześcijanie modlili się o jedną rodzinę muzułmańską która straciła córkę w tej katastrofie pozstawiając całą rodzinę bez środków do życia. Przez prawie miesiąc staraliśmy się znaleźć kogoś kto mógłby mieć z nami kontakt co nie byLo takie proste, modląc się więc w końcu otrzymaliśmy maila od pewnego chrześcijanina, którzy przedstawił nam przypadek tej konkretnej rodziny. Byłem tak podekscytowany, i zachęcony, że następnego dnia pobiegłem do banku w celu wysłania tych, tylko 100 $, które zostały zebrane w klasie, aby wysłać je komuś kogo nie znałem i nie widziałem. To był krok wiary, a także posłuszeństwo Bogu – wspaniała nauka. Kiedy wpłacałem zebrane pieniążki w banku na konto w Bangaldeszu, byłem tak podekscytowany, że ​​wiedziałem , że nie mogę zatrzymać tego w sercu i muszę się tym podzielić z panią która mnie obsługiwała, jak ważne i szczególne są to pieniążki. Jej reakcja była na początku troche “sucha” , bo odpowiedziała , że tutaj wszystkie pieniądze są ważne ... ale kiedy zacząłem dzielić się historią z nimi i tym jak dzieci się modliły i słuchały Boga, zaczęły być poruszone I z ich oczu zaczęły płynąć łzy , to już nie byla tylko jedna Pani ale też druga która siedziała obok niej i słyszała całą histroię a ja mogłem dzielić się Dobrą Nowiną . Po kilku dniach otrzymałem odpowiedź, że pewien Kościół Chrześcijański modlił się o pomoc dla muzułmańskiej rodziny, która straciła córkę. i dlatego, że jej ciało nie zostało znalezione przez służbę medyczną, to rząd nie mógł wypłacić tej rodzinie żadnej pomocy.
I wtedy nadeszła nasza pomoc która dała im nadzieję bo mogli zakupić rikszę, która dała Ojcu pracę na lokalnym markecie a za resztę pieniędzy mogli jeszcze żyć przez tydzień ! Jest to 5- io osobowa rodzina (3 chłopców, ojciec i matka). Otrzymali również nasze rysunki z wersetami biblijnymi które zachęcały ich do pójścia za Jezusem. Na początku, nie wiedzieliśmy, gdzie nasze pieniądze i wersety biblijne są wysyłane, ale chcieliśmy być posłuszni głosowi Pana Boga. Ucieszyliśmy się jeszcze bardziej kiedy okazało się, że ta muzułmańska rodzina zaczęła studiować Słowo Boże i spotkania z chrześcijanami! Zaczęli otwierając swoje serca dla Chrystusa. To było niesamowite doświadczenie wiary tych 8 latków, którzy wraz ze swoim nauczycielem stanęli w posłuszeństwie aby przynieść Bogu radość !

poniedziałek, 9 listopada 2015

Nie przypuszczałam, że tak bardzo można być zmęczonym modlitwą :-)

To zaskakujące jak Bóg działa. Znamy się już tyle lat, a On nigdy nie przestaje mnie zadziwiać. Ten wyjazd był odpowiedzią na moje modlitwy. Na potrzebę zmiany na "więcej Ciebie w naszym (rodzinnym) i moim osobistym życiu. Kiedy Helen wysłała do mnie maila ze swoim szalonym pomysłem, abyśmy z córką dołączyły do teamu, nawet się nie zdziwiłam. Zaskoczona byłam, że odpowiedź przyszła tak szybko. Co mi dała ta Boża wyprawa? Poznałam wspaniałych ludzi, prawdziwych zapaleńców i Bożych "wojowników". Odkryłam na nowo relację z Bogiem. Nie przypuszczałam, że tak bardzo można być zmęczonym modlitwą. Tak bardzo, że padasz na łóżko i nie możesz zasnąć. Ale to rodzaj wyjątkowego zmęczenia, które zamiast zwalać z nóg wyzwala jakąś nieziemską energię. Odkryłam na nowo relację z moją nastoletnią córką. Coś co gubisz każdego dnia skupiając się na szkole, sprawdzianach, ocenach bałaganie w pokoju. Przepychankach o nieistotne rzeczy, które urastają w twoich oczach do rangi wielkiego problemu. Nagle spojrzałam na nią Jego oczami. Poczułam bezbrzeżną wdzięczność, za cud, jakim Bóg nas obdarował. Jak szczerym, kochanym jest dzieckiem. Jak miękkie i oddane ma serce, jak rozpiera ją radość życia, która udziela się innym. I łzy, kiedy stanęła w sierocińcu pomiędzy swoimi rówieśnikami by zaśpiewać dla nich i dla Boga. Spędziłyśmy fantastyczny czas na wspólnej modlitwie, śmiechu i wygłupach. Z dystansu do domowego i szkolnego życia. Polecam każdemu rodzicowi nastolatka taki wspólny wyjazd. Nie zgubmy naszych dzieci, często w ferworze codziennej gonitwy, masy zajęć, które musimy "ogarnąć" tracimy azymut. Co jeszcze dał mi ten wyjazd? Przede wszystkim radość, że dajesz coś innym. Mogliśmy modlić się o Brno, o rodziny z Kościoła, który nas zaprosił, służyć dzieciom w sierocińcu. Dzieciakom, które tak bardzo były spragnione uwagi i miłości. To niesamowite uczucie, kiedy dajesz a twoje serce staje się coraz bardziej pełne. Im więcej dajesz, tym jesteś bogatszy.

Bóg poprowadził mnie do Czech, gdzie mogłam pomóc .....

Gdy wyjeżdżaliśmy w podróż do Brna w Czechach, ne byłam pewna, co mnie czeka. Słyszałam o wizycie w sierocińcu, nie byłam pewna jak to odbiorę, bo często w pewnych trudnych sytuacjach zaczynam płakać. To był także pierwszy raz, gdy wyjeżdżałam gdzieś tylko ja z mamą. Do tąd miałyśmy relacje głównie na temat szkoły, moich słabszych ocen na tle moich przyjaciółek. Dzięki temu ważnemu dla nas wyjazdu, zaczęłyśmy tworzyć nową więź: Mama-córka. Zaczęłyśmy rozmawiać na temat koleżanek, kolegów, śmiesznych sytuacji… Wtedy czułam się trochę tak, jakby mama trochę zmalała i stała się 12-latką. A może to ja trochę wydoroślałam? Szczególnym przeżyciem była wizyta w czeskim domu dziecka. Wtedy zrozumiałam, jak potrzebny jest rodzic. Jak ważna jest ta więź między rodziną. Czułam, że dzięki naszej grupie, coś w tym miejscu odrzyło. Że tym dzieciom coś zaczęło w głowie świtać. Czułam obecność Boga, kiedy śpiewałam dla nich. Czułam, że On się cieszy. I ja też byłam wtedy szczęśliwa. I nie zbierało mi się na płacz. No może momentami. To niesamowite, jak Bóg sprawia, że wszystko to dzieje się naprawdę. Czułam radość tych dzieci i ciepło w moim sercu. Wiedziałam, że tak właśnie miało być. Że Bóg poprowadził mnie do Czech, gdzie mogłam pomóc. Na wyjeździe poznałam także wiele niesamowitych ludzi. Poznałam Grega, z jego rodziną, Abi i Hannę, które okazały się być niesamowitymi gwiazdami karaoke, rodziców grega- Anielę i Eugeniusza, oraz Erin. Poznałam także Travisa, Jeni i Emmę, oraz Martę- naszego tłumacza :). Wszyscy mieliśmy ze sobą coś wspólnego- uwielbialiśmy Boga, każdego dnia i poświęcaliśmy mu czas na każdym kroku. Myślę, że bóg otworzył moje serce przez ten wspaniały czas. Maja :-)

wtorek, 27 października 2015

Jesteś wyjątkowy bo Bóg tak cię stworzył - międzypokoleniowy wyjazd misyjny do Brno w Czechach

Zastanawialiśmy się czy w ogóle do tego wyjazdu dojdzie gdyż kiedy pytaliśmy się Pana Boga, czuliśmy jakby milczał,(od dłuższego już bowiem czasu uczymy się aby zamiast głowić się co zrobić i rzucać pomysłami , rysować strategie i plany , zaprosić w prostocie serca wpierw JEGO aby pokazał nam co już czyni. Nie było to łatwe, nie było to proste ) a czas płynął.W końcu pod koniec Września coś drgnęło i krok po kroku ludzie zaczęli dołączać do myśli aby pojechać do Brna uczyć się odkrywać Jego plan :-) Pojechaliśmy w 14 osób, posłuszni, czekając na Jego objawienie, na pokazanie nam Swojego serca. Byłem bardzo podekscytowany tym, że jadą z nami moi kochani rodzice i będziemy mogli służyć w trzech pokoleniach, Dziadek z Abigail , ja z Hanną , Mama z Erin, - pomyślałem sobie coż za wspaniała Boża łaska patrzeć co Pan Bóg już uczynił w naszym życiu i co będzie czynił. Modląc się w Piątek, chodząc na dookoła miasta aby wsłuchać się w Jego głos, Pan Bóg dawał nam odczucie aby modlić się o jedność międzypokoleniową pokazując nam brak łączności oraz uczucie, że ludzie którzy w tym mieście mieszkają są jakby bezosobowi, bezduszni , sztuczni a napis "faith no more" w jednym ze sklepów wręcz krzyczał do nas złowrogo. Widzieliśmy także napis alfa potem genesis i omega , zastanawialiśmy się co to wszystko oznacza, czy może Panie chcesz coś zacząć ? W Sobotę kiedy spotkaliśmy się z rodzinami,jedna sytuacja utkwiła nam najbardziej, kiedy młoda dziewczyna dzieliła się z nami czymś bardzo osobistym dotyczącym jej bardzo zajętego Taty który jest wierzącym człowiekiem ...... i bardzo przykrych konsekwencji które z tego wynikły. ( Prosimy tutaj o modlitwy ! ) To był dobry czas wstawiania się o ten kościół i Jego prowadzenie - akurat przyjechaliśmy w czasie kiedy miało być głoszone słowo na temat widzenia dzieci w Królestwie Bożym , wow Kiedy w Sobotę po południu staneliśmy w domu dziecka w Mikulovie odczuwaliśmy, że Pan Bóg będzie czynił coś specjalnego. Oddawaliśmy Jemu chwałę i wraz moim Tatą mogliśmy dzielić się świadectwem Jego uzdrowienia i jak Pan Bóg uczył mnie wiary jako 7 latka, usiadłszy na podłodze popatrzyłem na Maję 12 latkę i kiedy zacząłem modlić się co dalej, zoabczyłem jej gotowe serce aby zaświadczyć o Jezusie. Spojrzeliśmy w tą samą stronę i wtedy zapytałem delikatnie: jesteś gotowa aby śpiewać dla Boga w tym miejscu , Ona wiedziała, że jest to ten moment ... Kiedy zaczęła, nagle wzrok wszystkich nastolatek utkwił na niej a Ona wysławiała Jezusa. Potem były modlitwy i zachęcanie aby wypowiedzieć, że wszyscy są wyjątkowi bo Bóg jest tutaj z nami. To bylo cudowne widzieć jak jeden po drugim podchodzi i przykleja serca do wielkiej tablicy. Po wyjściu staneliśmy przy samochodach i zaczeliśmy wołać do Pana aby ta wizyta nie była tylko czymś w rodzaju : przyszli i odjechali ale aby Pan Bóg kontynuował to co zaczął ( alpha ? genesis ? ) I otrzymaliśmy coś z Czech co rozradowało nasze serca, że On dalej będzie czynić to co zaczął : "nasz pobyt był wyjątkowy, ponieważ tak wielu ludzi był bardzo poruszonych przez Boga! Dwóch pracowników (zwłaszcza Hanka, z ciemnymi włosami) była tak bardzo wdzięczna za modlitwy bo one zmieniły atmosferę w domu dziecka.Jedna z dziewczyn (który podeszła do naszych samochodów po naszym pobycie) zaczęła modlić się codziennie wieczorem. Wszystkie dzieci są poruszone i bardzo podobała im się nasza usługa. Również pewien chłopiec (blondynek) był szczególnie poruszony tą wizytą co wpłynęło to w dobry sposób. Rozmawialiśmy więc o tym jak zaprosić te dzieci na obóz chrześcijański latem w przyszłym roku.

wtorek, 15 września 2015

Pan Bóg w rodzinie

Od obozu w Ostródzie minęło już półtora miesiąca, więc chyba można pokusić się o pewne podsumowanie. Wyjechaliśmy na obóz w niezbyt miłych nastrojach. Po prostu mocno się posprzeczaliśmy, a rozmaite niedomówienia i brak dialogu spowodowały, że wyładowanie to urosło do rangi awantury. Tak czy siak - u nas mimo wielu starań i podjętych działań sprawa jedności w małżeństwie/rodzinie od zawsze była wyzwaniem. Bardzo trudna historia małżeńska, konflikt na konflikcie i brak przejrzystości nie tylko w dziedzinie finansowej rezonowały okrutnie - kłótnie, brak porozumienia, ogromne zniechęcenia...w tej atmosferze rosły dzieci, zbuntowane, niejednokrotnie niechętne, myślę, że zalęknione... We wspólnocie znaleźliśmy konkretna pomoc dla budowania jednosci małżeństwa, a w konsekwencji i rodziny i Słowo Boże weszło konkretnie w nasze życie rozpoczynając swą gigantyczną pracę w procesie nawrócenia każdego z nas. To była jednak droga, którą szliśmy równolegle, ciesząc się z ocalonego małżeństwa, jednocześnie widząc, jak bardzo brak jedności jeszcze między nami i jak bardzo to boli... A marzenia mieliśmy piękne... wspólnota rodzinna, jeden stół, uwielbienie pełne mocy pokolenie z pokoleniem, a ja (Basia) szczególnie - praca dla Królestwa. Tylko i wyłącznie. Zamiast tego mieliśmy jednak póki co poróżnienie, weekendowe wyładowania rodzinne, brak czasu/ochoty i pomysłu na wspólne spędzenie czasu i... niewolniczą harówkę w szkole oddalonej o 30 km (Basia) z całym dobrodziejstwem pracy przynoszonej do domu. Frustracja, delikatnie mówiąc, zmęczenie, bezsilność. Basia: Ostróda Camp - zobaczyłam informacje o obozie i stwierdziłam, ze nie ma innej opcji, to dla nas. Miałam ogromne pragnienie zobaczyć i przeżyć nawrócenie dzieci, ich radykalny zwrot w kierunku Jezusa - krótko przed wyjazdem miałam sen, w którym słyszałam ogromny szum "jakby uderzenie gwałtownego wichru", a odczytałam to jednoznacznie jako zapowiedź czegoś, co będzie nie tyle powiewem, ale działaniem żywiołu Ducha i mocy. Oczekiwałam więc, oczywiście, przełomów na moich oczach, przy czym na sercu miałam szczególnie starszego syna. Dzień za dniem mijały podczas tygodniowego obozu, ale Janek... jakiś taki wciąż ten sam. Tymczasem na obozie dzieją się rzeczy świetne! Słucham świadectw o rodzinach w misji i nieśmiało, delikatnie porusza się moje serce pod wpływem subtelnej zachęty. Dostajemy narzędzia do pracy z dziećmi i rodzinami - sposoby na modlitwę, uwielbienie w rodzinie (żegnaj, schemacie!), słuchanie słowa Bożego. Do tego czas w rodzinie - kajaki, plażowanie, boisko... i On. Pan z nami. Ten, który JEST - przenika sobą wszystkie sytuacje, okoliczności, widzi przeszłość, teraźniejszość i przyszłość. Ten, który przemienia serca, sam tworzy jedność, bo On jedność ukochał - taki właśnie pracuje w nas podczas tego tygodnia. Ja wołałam do Niego w akcie desperacji - Panie, Tobie zależy na relacji z Jankiem - weź proszę, i zrób to, obudź w nim się, porusz, zmień! I zmienił - ale zaczął ode mnie i od mojego męża. Kierując nas ku sobie nawzajem i ku dzieciom, scalając, wzmacniając więzy. Olek zrozumiał, że skoro jestem typem LIONA, próżno ode mnie wymagać braku kontroli, ja zaś przekonałam się, że mieszanka Wydry z Retrieverem nie zaowocuje chęcią dowodzenia i wzmocnieniem zasadniczości u mojego męża. Odpuściliśmy sobie i... to też przyniosło błogosławiony efekt. Gdy pytałam Pana, od czego zacząć w wychowaniu moich chłopców, usłyszałam jedno słowo - przyjmij, Zaakceptuj - wtedy wejdziesz głębiej. Pokażę Ci, co dalej. Wzrastamy w akceptacji. Pan prowadzi. Janek radykalnie się nie nawrócił - decyzja o przyjęciu Jezusa jest jeszcze przed nim, przed Tymkiem także. Widzimy jednak, ze jest spokojniej. Stabilniej, bezpieczniej. Dzielimy się wieczorami, korzystając z narzędzi z woreczka i instrukcji obsługi. Powoli wdrażamy dzieci do słuchania głosu Bożego i ... bywa, ze łapią oni połączenie bezpośrednie! Ja (Basia) ,nie wróciłam do pracy - jeszcze w czerwcu zdecydowałam o urlopie do końca wakacji 2016. Ogarniam (lion tego potrzebuje jak powietrza) domowe obowiązki. Kocham być na domowym posterunku. Przed nami cały czas pojawiają się wyzwania, ale wraz z nimi i zachęta do słuchania Pana, zachęta do nadziei w Nim. Razem z mężem powoli odczytujemy powołanie do bycia w misji. Nie wiemy, jak to będzie (finanse, praca etc.), ale stoimy w zaufaniu. On wie ;) Póki co stoimy na progu zaangażowania w służbę dla rodzin we wspólnocie. Chcemy, aby dzieci, całe rodziny miały doświadczenie Bożego nadnaturalnego prowadzenia.

czwartek, 16 kwietnia 2015

Posłuszeństwo i Czystość błogosławieństwem dla Gimnazjum w Haltern am See w Niemczech.

Historia jak Pan Bóg pobudził nasze serca aby błogosławić tych którzy pozostali w smutku po katastrofie lotniczej w której zginęło 16 uczniów i 2 nauczycieli.
Poniedziałek, 23 marca Zaczęliśmy od modlitw za przygotowania do świętowania Wielkanocy w szkole. W naszych sercach było przekonanie, aby łączyć pokolenia i przynieść chwałę oraz radość do serca Jezusa. Modląc się Pan Bóg pokazał nam symbol: duże serce, które miało odzwierciedlać nasze pragnienie uczenia się bycia razem w Chrystusie. Zastanawialiśmy się później z Mary (Doradcą Edukacji Chrześcijańskiej), co zrobimy później z tym sercem. Wtorek, 24 marca Dowiadujemy się o strasznej katastrofie lotniczej, w której zginęło 145 pasażerów, a wśród nich 16 uczniów z Gimnazjum w Haltern am See w Niemczech. Postanowiliśmy prosić Pana Boga, aby pokazał nam co jest w jego sercu dla nas - Polaków i uczniów naszej szkoły w sprawie tej katastrofy. 
Podczas słuchania Jego głosu Pan Bóg pokazał nam, aby przekazać Dyrektorowi Gimnazjum właśnie to serce (które nie było jeszcze gotowe). Zadawałem sobie pytanie: ale jak to zrobimy, jak się tam dostaniemy, kto powinien tam pojechać, skąd weźmiemy pieniądze? Porozmawialiśmy o naszym pragnieniu ze znajomymi w Krakowie i zachęciliśmy do podzielenia się tą sprawą z wychowankami szkoły „Uczeń”. Jedna z mam, której córka uczęszcza do tej placówki - Monika napisała, że będzie się modlić. Środa, 26 marca Zebraliśmy się u nas w domu z niektórymi rodzicami, naszym zespołem oraz dyrektorem i wicedyrektorem szkoły Samuel, aby modlić się i słuchać Pana Boga w sprawie przygotowania w szkole świętowania Wielkanocy. To był niesamowity czas bycia razem, modlitw i słuchania Jego głosu.
Piątek, 28 marca „…tego wieczoru kiedy napisałeś do mnie smsa, pomimo że położyłam się wcześniej, gdyż byłam zmęczona, nie mogłam jednak zasnąć. Po otrzymaniu wiadomości stwierdziłam: No teraz to już na pewno nie zasnę. Pomyślałam: skoro i tak nie mogę spać, to od razu się pomodlę. Kiedy się modliłam, zerknęłam na „31 wartości biblijnych, o które możesz się modlić dla swoich dzieci”, gdzie hasłem na ten dzień to była NADZIEJA. Potem w czasie modlitwy miałam przez krótką chwilę pewien obraz (ciągle się tego uczę - wsłuchiwania w Boży głos, szukanie woli Bożej, i tak naprawdę nie wiem do końca co o tym myśleć, ale uchwyciłam się w modlitwie tego obrazu). Obraz ten przedstawiał łąkę z różnymi kwiatami i trawami, ale to wszystko było czarne, przygnębiające, nad tą łąką fruwał piękny kolorowy motyl… i nagle przypomniało mi się, że mam niemiecką Biblię. Jaki to ma z tym związek? Cofnę się trochę w czasie. Gdy byliśmy ze Stasiem – moim synem, w kościele w Monachium, kupiłam sobie niemiecką Biblię z nadzieją, że będę się uczyć tego języka. Potem była taka trochę zabawna rozmowa z Stasiem, zabronił mi uczyć się niemieckiego, nie chciał bym uczyła się wszystkich języków, których on się uczy - zgodziłam się. Tydzień temu, może dwa pomyślałam sobie: Po co mi ta niemiecka Biblia? I tak nie uczę się niemieckiego. I właśnie teraz, podczas modlitwy mam ten obraz z motylem i nagle przypomina mi się niemiecka Biblia. Biorę ją do ręki i wszystko zaczyna się układać. Ta Biblia ma na okładce wytłoczonego motyla i napis „Bibel hoffnung fur alle” (Biblia NADZIEJA dla wszystkich). Przypominają mi się wersety „Ja i tylko Ja jestem twym pocieszycielem” , „Słowo Boże jest żywe, skuteczne, ostrzejsze niż wszelki miecz…”. Teraz już wiem dla kogo ta Biblia. Poza tym przypomniało mi się, że nasi uczniowie na początku roku szkolnego wykonywali prace plastyczne - pięknie kaligrafowali i ozdabiali cytat z Biblii. Chcę ich zachęcić, aby zrobili to jeszcze raz pisząc cytaty pocieszenia. Pierwsza klasa chce też napisać list po niemiecku. Jestem też zaskoczona, że mój mąż tak się zaangażował. Ja nie dałabym rady i prawdę mówiąc myślałam, że Zbyszek też nie będzie chciał jechać (w piątek dopiero wrócił z tamtych rejonów). Nastawiłam się już, że te nasze prace prześlemy pocztą. Pokazałam jednak Zbyszkowi tego smsa i jestem w szoku! Mój mąż bardzo się wzruszył i od razu był zdecydowany. Wierzę, że ta wyprawa przyniesie chwałę Bogu” – Monika.
Poniedziałek, 30 marca Nie chciałem iść do szkoły tego dnia. Byłem zmęczony klasą gimnazjalną, która tydzień wcześniej dała mi naprawdę w kość. Niestety nie było nikogo kto mógłby mnie zastąpić. Nie miałem nic przygotowanego prócz wizji Moniki, pędzli, trochę kolorowych farb i trochę wiary. Modliłem się do Pana: jeśli chcesz aby ktoś pojechał do Niemiec to proszę Cię, aby ci uczniowie byli poruszeni przez Ciebie i abyś Ty Sam mówił do ich serc. Nie chcę, aby widzieli w tym tylko projekt lub wydarzenie, ale pragnę, aby zobaczyli Boga i Jego serce! Podczas godziny biblijnej podzieliłem się świadectwem Moniki i opowiedziałem o katastrofie lotniczej. Następnie usiedliśmy w milczeniu przed Bogiem wyznając nasze grzechy, aby być czystym przed Nim. To był dobry czas, w trakcie którego zaczęliśmy słyszeć Pana i ci, którzy byli gotowi mogli przyjść umieścić swoją dłoń w farbie i odbić ją w wielkim sercu jako akt błogosławieństwa i jedności na Wielkanoc i dla szkoły w Haltern. To był kluczowy punkt - chcieliśmy pójść, ale najpierw sami musieliśmy być zjednoczeni, jako szkoła, jako rodzina. Tylko tak mogliśmy błogosławić innych! Na tej lekcji znów nauczyłem się pokory (i poczułem radość, że ​​w tym dniu nie było dla mnie zastępstwa ☺. To była inna lekcja, po której przyszło do mnie dwóch uczniów mówiąc: „Chcemy pojechać do Niemiec, aby błogosławić, modlić się i wstawiać za innych”. Kiedy byłem już sam powiedziałem: „WOW! Dziękuję ci Jezu, ale nadal nie wiem, jak to zrobimy”. W trakcie przerwy w szkole tego dnia mieliśmy spotkanie modlitewne z kilkoma uczniami z klas 1 i 2 SP, którzy zostali dotknięci i poruszeni, aby wnieść radość do Serca Jezusa. Modląc się i pokazując piosenkę „Nie przez moc" z Zachariasza 4:6: „…Nie siła, nie moc, ale przez Mojego Ducha; mówi Pan ..." tańczyliśmy i uwielbialiśmy Boga. Wiedziałem, że coś się stało i to co się wydarzy, ale nie nastąpi dzięki naszej sile. Wtorek, 31 marca Od rana przygotowywaliśmy w szkole nasze stacje na Wielkanoc. Przed godziną 8:00 rano otrzymałem wiadomość tekstową, że inna uczennica chce pojechać, że tak naprawdę była gotowa rozmawiać ze mną wczoraj, ale z jakiegoś powodu była przestraszona, aby zapytać, gdyż nie była pewna, czy to uczucie i chęć pojechania pochodzą od niej samej czy od Boga. Nie mogła spać całą noc więc modliła się prosząc Boga, aby On sprawił aby mogła pojechać. Później okazało się, że nie ma żadnego ważnego dokumentu: paszportu lub dowodu osobistego (jest Polką i Nikaraguanką). Pytaliśmy Pana Boga co mamy zrobić. Granice UE są otwarte, ale czasami zdarzają się kontrole. Jej rodzice zadzwonili do mnie i oznajmili, że mają pokój w sercu i chcą, na ich odpowiedzialność, aby pojechała. Wielkanoc w naszej szkole naprawdę była niesamowitym wydarzeniem duchowym. Przy pięciu różnych stacjach, rodzice, nauczyciele i uczniowie przeżywali razem Jego miłość. Nasze duże serce było w samym środku jako symbol bycia razem, jako symbol Bożego serca dla narodów. Wyjaśniliśmy z Erin rodzicom, że chcemy przekazać je dla szkoły w Haltern. Piątek, 10 kwietnia Nie możemy znaleźć żadnego samochodu do wynajęcia – wszystkie, które są tańsze, są już zarezerwowane z miesięcznym wyprzedzeniem. Nie mamy miejsca do spania. Nie odpisują ani z Holandii, ani z Niemiec. Wiemy za to, że mamy umówioną wizytę w Joseph Koenig Gimnazjum i że ktoś został poruszony, że podarował nam pieniądze na jedzenie, paliwo oraz na wypożyczenie samochodu. Na godzinę przed spotkaniem z rodzicami naszych uczniów otrzymujemy wiadomość z Niemiec, że czekają na nas i że wszystko jest załatwione włącznie z wyżywieniem, o które nie mamy się w ogóle martwić. W końcu mam coś konkretnego do powiedzenia rodzicom! Nadal jednak nie mamy samochodu choć wydałem już 400 dolarów, aby wstępnie zarezerwować 2 samochody, ale okazuje się, że nie ma wolnych terminów, więc będę miał zamrożone pieniądze nawet do dwóch tygodni. Ufam jednak Panu Bogu, że On to poprowadzi Spotykamy się z rodzicami po raz pierwszy. Wszyscy są pełni zaufania, wiary i nadziei (jedna z mam powiedziała, że chciała wysłać córkę wcześniej na nasze wyjazdy misyjne, ale bardzo się bała zrobić krok wiary, ale teraz, pomimo że wydaje się to szalone, ma pełnię pokoju). Wiedziałem, że dzielenie się przez uczniów sercem, tym jak doświadczyły Boga, co do nich powiedział, wpłynęło bardzo na decyzję rodziców. Ich postawa serca i czystość przemawiały mocniej niż cokolwiek innego, to przyniosło pokój do serc rodziców. Wszyscy byli pełni nadziei, podekscytowani, aby pojechać i błogosławić. Sobota, 11 kwietnia (dzień przed wyjazdem) Nadal nie mamy samochodu (wszystko jednak jest ustawione PRZEZ BOGA – oczywiście). Bóg uczy mnie całkowitego zaufania. Erin uspokaja mnie i modli, aby Pan Bóg dał mi totalny pokój. Erin jest jednak na konferencji (na którą planowaliśmy wybrać się razem). Pan Bóg jednak pracuje nade mną i nad zaufaniem - widzę, że to czego byłem pewny, że mogę zrobić nie udaje mi się w ogóle, to co było bardzo trudne - On sam załatwia! Poranek zaczynam z moimi dziećmi od uwielbienia i modlitwy do naszego Pana Jezusa. Mamy niesamowity czas uwielbiania. Później dzwonią z Krakowa z informacją abym sprawdził pocztę mailową. Okazuje się, że mamy bilet na pociąg do Krakowa, gdzie czeka wynajęty samochód. Oniemiałem! Mieliśmy trzy osoby z Krakowa, które jechały z nami, więc było to idealne rozwiązanie. Bóg zadbał o wszystko, dosłownie o wszystko: pieniądze na benzynę, jedzenie, wynajem...
Niedziela, 12 kwietnia Jesteśmy w samochodzie! Jedziemy do Niemiec. Hurra! Nie mamy jednak pojęcia co czeka na nas w Haltern am See, dlatego podczas jazdy prosimy Boga, aby mówił do nas i pokazywał swoje serce. On odpowiada i pokazuje nam kilka rzeczy oraz wersety biblijne. To był niesamowity czas dla naszych nastolatków. Dostrzegam, że naprawdę jesteśmy wielopokoleniowym zespołem. Dojeżdzamy bezpiecznie do Mulhaim. Tam już wszystko czeka na nas – wow, Boże, płaczę i widzę jaki On jest dobry!
Poniedziałek, 13 kwietnia Podczas przygotowywania naszych serc, Pan Bóg potwierdza dwie rzeczy przez Monikę: czystość i posłuszeństwo. Odpowiedzieliśmy już na Jego wyzwanie, teraz musimy być pewni, że nasze serca przed Bogiem są czyste pełne Jego łaski. Wyjeżdzamy do gimnazjum. Podczas podróży byliśmy skupieni Bogu, cały czas słuchając Go w ciszy, koncentrując się tylko na Nim. Gdy wchodzimy do szkoły, wita nas Pan Norbert - Niemiec, który mówi po polsku, czym byliśmy zaskoczeni i zdumieni. Oznajmia nam, że nie wiadomo, czy dojdzie do spotkania z dyrektorem, gdyż jest bardzo zajęty - dziś pierwszy dzień po przerwie świątecznej, a jutro mają być egzaminy. Kiedy Pan Norbert wychodzi z naszego małego pomieszczenia, zaczynamy się modlić i prosić Boga, aby była możliwość spotkania z dyrektorem. W sali pamięci nasz czas jest bardzo wyjątkowy. Wszyscy, a szczególnie nasi uczniowie, jesteśmy poruszeni. Zauważamy wiele rysunków, dobrych myśli, różnych twórczych plakatów z przesłaniem i wiele prac z pytaniem: „Dlaczego?”. Wiedzieliśmy że, jest to czas, aby modlić się i ogłaszać Jezusa Panem tej szkoły. Modliliśmy się również o Pana Norberta, a następnie udaliśmy się do kościoła katolickiego, gdzie był specjalny kącik z nazwiskami ofiar katastrofy i świecami. Modliliśmy i czytaliśmy na głos psalmy ogłaszając NADZIEJĘ! Niespodziewanie Pan Norbert po wizycie w kościele zaprosił nas do kawiarni na kawę i lody. Czuliśmy w sercu, że możemy porozmawiać głębiej. Dzieliliśmy się więc świadectwem naszego życia, a on słuchał i opowiadał o sobie. Byliśmy wdzięczni, że podarował nam swój osobisty czas. Podczas powrotu do szkoły wyjaśniliśmy dlaczego przyjechaliśmy i dlaczego to było tak bardzo ważne, że główną motywacją było posłuszeństwo Bogu. Myśleliśmy, że to będzie już koniec naszej wizyty, ale Pan Bóg zmienił harmonogram zajęć dyrektora i gdy czekaliśmy w pokoju dla nauczycieli, przyszedł i powitał nas serdecznie dziękując nam za to, że przebyliśmy tyle kilometrów i poświęciliśmy swój czas. Czuliśmy Bożą obecność, kiedy wyjaśnialiśmy znaczenie serca, kiedy Monika dzieliła się swoją wizją i wręczyła mu Biblię oraz kilka innych rzeczy, jak wersety biblijne, które zostały zrobione przez uczniów. Dyrektor Gimnazjum był bardzo wdzięczny i powiedział nam, że dzisiaj właśnie ma spotkanie z rodzicami, przeczyta im więc właśnie te wersety biblijne i powie o nas, że przyjechaliśmy, aby przynieść Nadzieję! Na koniec spotkania, zapytaliśmy się, czy możemy się pomodlić, odpowiedzieli, że bardzo tego potrzebują. Tak więc nasi uczniowie zaczęli się modlić i błogosławić ich. To było coś wyjątkowego dla Pana Norberta i dyrektora, gdyż było częścią czegoś, co było w Bożym sercu! Pan Dyrektor wziął nasze serce i umieścił je ponad wszystkimi wierszami i świecami, a my zobaczyliśmy w tym symbol wywyższenia Boga w tym miejscu i ogłoszenia Jego zwycięstwa. Po wizycie w szkole udaliśmy się na stację kolejową, gdzie modliliśmy się ogłaszając Boga Panem tego miejsca (w trakcie jazdy do Niemiec, kiedy się modliliśmy i słuchaliśmy Pana Boga, jeden z naszych uczniów miał obraz stacji kolejowej, a drugi niebieskiego i białego wnętrza dworca; zaraz po przyjeździe zauważyliśmy, że dworzec był około dwustu metrów od szkoły, a jego wnętrze było niebiesko–białe). Zaczęliśmy więc wielbić Boga wewnątrz dworca kolejowego i głosząc zwycięstwo. Zauważyliśmy, że to było ostatnie miejsce w Haltern, gdzie byli uczniowie, wsiadając nie wiedzieli, że już nigdy tu nie wrócą. Bóg poruszył nasze serca, aby modlić się przeciwko duchowi samobójstwa. Klasy, które zostały dotknięte tragedią, tak naprawdę zakończyły już swoją edukację w tym roku szkolnym, gdyż nic nie można z nimi zrobić ze względu na załamanie psychiczne. Następnie modliliśmy się przed szkołą o ochronę, o to aby pobudzić kościoły w okolicy, aby mogły usługiwać i modlić się o tych, którzy są pogrążeni w smutku.
Wtorek, 14 kwietnia Wracamy do domu, pełni radości i pokoju modlimy się wciąż, aby Pan Bóg dotykał i przemieniał tych którzy tego potrzebują. W trakcie jazdy otrzymujemy wiadomość, że pastor kościoła, w którym się zatrzymaliśmy, zainspirowany postanowił, że w tę najbliższą niedzielę, będą nie tylko się modlić, ale i słuchać co Pan Bóg ma do powiedzenia całej społeczności. Dziękuje nam za posłuszeństwo, a my Bogu za wszystko co mogliśmy z Nim doświadczyć podczas tych trzech niesamowitych dni.

środa, 28 stycznia 2015

Widelec

Zdarzyło to na jednej z godzin biblijnych w 3 klasie gimnazjum. Nasz nauczyciel poinformował nas o zamiarze zorganizowania wraz z uczniami naszej szkoły jakiegoś wydarzenia. Nie powiedział nam dokładnie, co planuje ale prosił nas o osobistą modlitwę w tej sprawie na lekcji. Zachęcił abyśmy mieli otwarte serca i oczekiwali Bożego głosu, gdyż może do nas przemowic. Pomyślałam, że przecież Bóg nigdy nic do mnie tak wprost nie powiedział, ale poczułam, że może się tak stać. Zaczęłam się modlić i przed moimi oczami pojawił się na chwilę obraz... widelca. Byłam zaskoczona i uznałam, że to tylko wytwór mojej wyobraźni i modliłam się dalej. Ale obraz ten pojawił się znowu i zaczął migać mi przed oczami. Uznałam to za znak od Boga, gdyż nigdy wcześniej nic takiego nie widziałam podczas modlitwy. Gdy skonczylismy, każdy z nas miał napisać na kartce, co powiedział im Bóg. Gdy oddałam kartkę, nauczyciel natychmiast podniósł ją do góry i powiedział, że ten znak związany jest z tym co planował przygotować. Byłam bardzo zaskoczona i nie spodziewałam się, że ten obraz może mieć takie znaczenie. Od tamtej pory chętniej udzielam się w różnych wydarzeniach ewangelizacyjnych, co zawsze było moim pragnieniem. Tamta lekcja i nowe doświadczenie nie tylko wzmocniły moją wiarę ale też pokazały mi, że Bóg zawsze nas słyszy i może odpowiedzieć w najmniej oczekiwanym momencie.